Julian Tuwim w Internecie

Solidarność poetów

Jednym z bardziej znanych polskich poetów współczesnych jest Marcin Świetlicki. Zasłynął z dwóch oświadczeń dotyczących uznania jego twórczości. Chodzi o wpisanie go na listę lektur szkolnych i wciąż jeszcze najważniejszą na czytelniczym rynku nagrodę NIKE. Rezygnując z obu zaszczytów, niewiele tracił – jest znany, a oświadczenia zapewne przydały mu popularności. Oba przypadki mają dość celebrycki charakter i nie byłoby o czym pisać, gdyby nie fakt, że oba wyrażają swoistą solidarność z innymi poetami. W tym z głównym bohaterem niniejszego serwisu.

W 2017 roku Świetlicki na swoim profilu FB opublikował tekst:

W związku z planowanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej umieszczeniem moich wierszy w nowych podręcznikach dla szkół średnich ogłaszam, że sobie tego stanowczo nie życzę. W przeciwieństwie do Homera i Herberta żyję jeszcze i mam możliwość zaprotestowania. Podejrzewam również, że Prawdziwi i Jedyni Polscy Poeci z tej listy (Wencel, Polkowski) wcale nie cieszyliby się z mojego towarzystwa na stronach podręcznika. Toteż błagam o pominięcie moich wierszy. Ci licealiści, którym na tym zależy dotrą do nich bez Waszej pomocy.

Pora na wyjaśnienia, bo trochę wody w rzekach upłynęło i dziś możemy nie pamiętać o co chodzi. Przypomnijmy te gorące czasy. W ramach zmian w kanonie lektur pojawiły się w nim nowe nazwiska. Na liście znalazł się też wiersz Świetlickiego. Znaleźli się tam też wymienieni przez niego literaci. Obaj mocno związani z ówczesną władzą, co samo w sobie nie jest jeszcze dyskwalifikujące. Posunęli się jednak do wyrzucania innych polskich twórców poza obręb polskiej kultury. Jeden z nich określił Prusa i jego „Lalkę” mianem antypolskiej, drugi natomiast podobnie potraktował twórczość Tuwima. Parafrazując znany cytat Lechonia o ułaskawieniu Tuwima poprzez jego poezję, zawyrokował (2013): „Ułaskawienie? Na Sądzie Bożym – być może, choć raczej trudno sobie wyobrazić, że Bóg jest skamandrytą. Ale w polskiej kulturze miejsca dla Tuwima nie ma i nie będzie.”

Tu pozwolę sobie na osobistą dygresję: Autor słów: „w polskiej kulturze miejsca dla Tuwima nie ma i nie będzie” może z powodzeniem odnaleźć się w ostatniej linijce tuwimowskiego wiersza „Rodowód”. Moim zdaniem oczywiście.

Świetlicki nigdzie nie napisał, że w lekturowym proteście chodzi mu o Prusa i Tuwima. Ale jeśli ktoś podejrzewa, że zrobił to tylko dlatego, że nie lubi prawicy, to jest w błędzie. Albowiem w 2014 roku wziął w obronę… jak najbardziej prawicowego poetę Rymkiewicza.

Zaczęło się od tego, że w 2012 Rymkiewicz naopowiadał, że redaktorzy „Gazety Wyborczej” są „duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski”. Gazeta wystąpiła do sądu (sprawa cywilna), a sąd nakazał poecie przeprosić i zapłacić 5 tysięcy złotych na cel dobroczynny. Świetlicki podpisał list otwarty wstawiający się za Rymkiewiczem, w którym sformułowano tezy o „ograniczaniu wolności słowa”. Agora niewiele się tym przejęła – był to czas, gdy tego typu spraw było kilka.

Dwa lata później Świetlicki powiedział swoje. Kiedy nominowano do nagrody Nike jego tom poezji „Jeden”, oświadczył na FB:

Ja, Marcin Świetlicki, poeta i wokalista polski, proszę o chwilę uwagi. Moja książka poetycka JEDEN została nominowana do Nagrody NIKE, a ja WOLAŁBYM NIE. Toteż poinformowałem o tym Sekretarza Nagrody, a teraz informuję Ciebie, Narodzie. Nie chcę uczestniczyć w konkursie organizowanym przez instytucję, która wytacza procesy poetom za to, co myślą. I jest jeszcze kilka innych powodów. Bardzo proszę o uwzględnienie w swoich główkach i serduszkach tej informacji. Kłaniam się pięknie, Świetlicki.

Nie siedzę w głowie Świetlickiego, nie wiem na ile jego „rezygnacje” były wykorzystaniem bieżącej sytuacji do powiększenia „zasięgów”, a na ile stanowiły odruch serca i przyzwoitości. Być może stanowiły swoiste wyrażenie solidarności korporacyjnej (=poetów). Być może były butną wersją „artyści mogą więcej” – w końcu Tuwim rzeczywiście pisał po wojnie obrzydliwe wierszyki, a Rymkiewicz nie uzasadnił wyrażonego przez siebie poglądu. Osobiście skłaniam się do zdania, że stanowią wyraz nie tylko mentalnej więzi między poetami, ale nawet bardziej zwykłej przyzwoitości. Ale może nie mam racji.