Julian Tuwim w Internecie

(początek I/I/I)

Bukiety wiejskie, jak wiadomo,
Wiązane były wzwyż i stromo.
W barwach podobne do ołtarza,
Kształt serca miały lub wachlarza
Albo palety. Z niej to, kwietnej,
Kolory brał bohomaz świetny,
Rafael Rawy i Studzianny,
Kiedy ku czci Najświętszej Panny
Malował uczuć swoich kwiaty
W tonacji bladej, choć pstrokatej.
(…)

Tak zaczynają się „Kwiaty polskie”. Ostatnie wielkie dzieło Juliana Tuwima.

(z listu do siostry) Centralną postacią jest ogrodnik robiący bukiety, ale wszystko tak się wije i plecie wśród tych kwiatów, taka tam odurzająca i oszalała od barw atmosfera, że znajdziesz już w moim bukiecie i Tatusia siedzącego w banku i grającego w bilard, i Ciebie w Dorset House, i aktora murzyńskiego, który w roku 1880 (autentycznie) grał w Łodzi Otella, i jakiegoś obłąkanego walca, którego ze Stefą tańczyłem na zabawie w Inowłodziu, i prowincjonalnego aptekarza, który wariuje, i mnie gdy zacząłem pisać wiersze, i mnie rozprawiającego się (straszliwie) z ozońcami i oenerami, (…)

* * *

„Kwiaty polskie” są fenomenem. Pierwszy nakład z 1949 roku – 10000 egzemplarzy – rozszedł się błyskawicznie. To samo można powiedzieć o każdym następnym wydaniu. Szacuje się, że w sumie sprzedano ok. 600 tysięcy egzemplarzy, co budzić może tylko podziw. Szczególnie, jeśli pomyślimy o dzisiejszych nakładach tomików z poezją. Entuzjazm mogą co prawda hamować wysokości PRL-owskich wydań popularnych autorów – szczególnie lektur – wiele z nich mogło się pochwalić i stutysięcznym nakładami, które znikały z półek księgarń. Ale jeśli chodzi o poezję, to chyba jedynie Mickiewicz i Słowacki mogliby się doliczyć się większych liczb 😊.

Zacznijmy od początków… Od 1937 roku możemy mówić o kryzysie twórczym Tuwima. Po eksplodującym talentem roku 1936 nastąpiła posucha. Wierszy powstawało niewiele. Potem wybuchła wojna i poeta musiał emigrować. Kiedy znalazł się w Brazylii, powstał pomysł na nowego „Pana Tadeusza” – poemat, który miałby emigrantom przypominać kraj, który musieli opuścić. Wspomnienia dotyczą przede wszystkim osobistych doświadczeń poety – znajdziemy tam zarówno zdarzenia z „chłopackiego” okresu życia, jak i wieku dojrzałego.

Kryzys mija jak od dotknięcia czarodziejską różdżką – Tuwim z typową dla siebie energią zaczyna tworzyć. Kompulsywnie pracuje nad kolejnymi partiami utworu. Wysyła fragmenty do przyjaciół i znajomych. Znów pisze i tworzy „jak dawniej”. Poeta nie unika też emocjonalnych refleksji i sądów, o aktualnej sytuacji wojennej.

(z listu do siostry) Piszę jak wariat, całymi dniami, rzecz rośnie jak na drożdżach (…) Myślę, że będzie to najważniejsza rzecz, jaką w życiu napisałem – epos, liryka, satyra, groteska, wszystko w magicznym powiązaniu. A co najważniejsze: z wyraźną treścią. (…) Coś w tym musiało być, Irusiu, że w Polsce, zwłaszcza w ciągu ostatnich pięciu lat, nic prawie nie napisałem, a tutaj tak się rozjechałem. Myślę, że 1) atmosfera w ojczyźnie była tak nieznośna, że aż do podświadomości wtargnęła i zatkała „poetyckie otwory”, 2) że tutaj – tę nieznośną ostatnio, ale poza tym najukochańszą Polskę musiałem sobie choćby poezją odbudować.

Jednym z miejsc w którym można przeczytać kolejne fragmenty „Kwiatów”, są londyńskie „Wiadomości” prowadzone przez niezawodnego Grydzewskiego. On, podobnie jak inni emigranci, odbierają je entuzjastycznie, o czym zaświadczyć może ówczesna korespondencja:

„Kwiaty polskie” zrobiły furorę. Przyszły w kopercie urzędowej wieczorem. Wyobraźcie sobie, że nie otworzyłem jej do rana, bo myślałem, że to coś nudnego albo nieprzyjemnego, więc po co się spieszyć? Dopiero rano (…) otworzyłem kopertę. Znasz, Juleczku, moją reakcję na tego rodzaju rzeczy, więc zrozumiesz, że tego dnia „nie pracowałem więcej”.

Wiersze drukowano nie tylko na Zachodzie – trafiły nawet do polskojęzycznych czasopism wydawanych w Związku Radzieckim. Były kolportowane w okupacyjnej Polsce. Chyba najbardziej niesamowitym wydawnictwem był zbiór wierszy „Pieśń niepodległa”, zredagowany przez Księdza Robaka, czyli Czesława Miłosza, nielegalnie wydany w okupowanej Polsce. Trafiły tam dwa fragmenty „Kwiatów” – co ciekawe, Miłosz nie wiedział, że ich autorem jest Tuwim.

Początkowy entuzjazm emigracji jest zrozumiały – w końcu to nasz, wielki Tuwim pisze, tak potrzebne w owych czasach strofy nasączone wspomnieniami. Ale gdy poeta nawiązuje współpracę z komunistami i radykalizuje swe poglądy, nawet „Kwiaty polskie” nie zjednają mu zrozumienia. Kiedy wojna się kończy, coraz bardziej realne wydaje się wydanie poematu w Polsce. Jeszcze przebywając w Nowym Jorku, Tuwim korespondencyjnie dogaduje się, jak miałby wyglądać druk „Kwiatów”. Jerzy Borejsza – najważniejsza postać powojennego rynku wydawniczego – przekonuje, że należy dokonać niezbędnych skrótów, czemu autor się nie sprzeciwia. Po przyjeździe w 1946 roku wydaje się, że to kwestia dni…

Ale pomimo wielkiego głodu polskiej książki w tych latach, „Kwiaty” muszą poczekać. Co prawda czasopisma kulturalne drukują obszerne fragmenty, ale całość wciąż nie może się ukazać. Pierwsze wydanie ma miejsce dopiero w 1949 roku. Dlaczego trwało to trzy, a właściwie cztery lata? Tuwim był twarzą bierutowego rządu, pozwolono mu dużo zarabiać, by mógł wygodnie żyć. Odwdzięczał się nieczęstymi, ale dobitnymi tekstami. Czemu więc kazano mu czekać tak długo? Nie wiadomo, ale coś musiało się wydarzyć, bo pierwotne plany napisanie dalszego ciągu poematu, zostały zarzucone. Zacytujmy lista do Iwaszkiewicza:

Uwaga Iwaszkiewicza: List ten otrzymałem w odpowiedzi na mój, przy którym posłałem Tuwimowi starą, przeze mnie przed wojną robioną fotografię teatru w Łęczycy. Tympanon tego gmachu ozdobiony jest nieproporcjonalnie wielką i bardzo naiwną lirą. Zauważyłem, że ten prowincjonalny teatr mógłby go natchnąć do jakiegoś fragmentu „Kwiatów polskich”.

Anin, 19 V 1950

Kochany Jarosławie!
Dziękuję Ci za wzruszającą lirę na łęczyckim teatrze! Jest ona jak gitara w ręku staroświeckiego, prowincjonalnego śpiewaka. Masz rację: mogłaby natchnąć do jakiegoś rozdziału Kwiatów… Ale one… ach! nie dotykajmy ran!…

Ściskam Cię i całuję
Twój
Julek

* * *

Już napisałem, że czytelnicy znakomicie przyjęli „Kwiaty polskie”. Dziś powiedzielibyśmy o sukcesie komercyjnym, szerokim odbiorze itp. A jak nowy tom przyjęła krytyka? No właśnie nie za bardzo. Nie dość, że początkowo nie pojawiały żadne recenzje, to jak już się pojawiły nie były wcale entuzjastyczne. Przeczytajmy podsumowanie artykułu A. Sandauera, który czekał dwa miesiące, zanim zdecydował się go opublikować:

(…) Ogólny bilans uwag niniejszych? Niewątpliwa radość, że znakomity poeta przerwał długie milczenie i ofiarował nam dzieło stanowiące rezultat pięciu lat twórczego trudu. Świadomość, że próba stworzenia pełnego, zamkniętego obrazu świata, jaki opiewa czołowy poeta polski lat międzywojennych, jest, przy operowaniu środkami poetyckimi tego okresu, całkowicie niemożliwa: jest to poezja analizująca i cząstkująca świat, ale niezdolna do tego, by go scałkować. Brak jej do tego tej pełnej świadomości dziejowego sensu wydarzeń, które mogą stworzyć zamknięty obraz epoki. Wreszcie przekonanie, że, mimo zastrzeżeń krytycznych, jakie wypadło nam sformułować na marginesie „Kwiatów polskich”, wciąż żywa siła talentu Juliana Tuwima, ujawniona w wielu poszczególnych fragmentach jego poematu, pozwoli mu obdarzyć nas niejednym jeszcze celnym utworem, związanym blisko i ściśle z drogą dzisiejszej Polski.

Inni mniej gryźli się w język. Na przykład Miłosz, który mimo wielkiego krytycyzmu, zazwyczaj nie odmawiał Tuwimowi wielkości, tak ocenił poemat: „To jest ramota, szpargał. Gdy jest traktowany jako kraina pamiątek, jako świadectwo miłującej tęsknoty za ojczyzną, to jest to po prostu staroświecka opowieść, którą należy odłożyć do muzeum literatury”.

(fragment I/II/VIII)

My country is my home. Ojczyzna
Jest moim domem. Mnie w udziale
Dom polski przypadł. To – ojczyzna,
A inne kraje są hotele.
Mój dom. Mieszkanie. Pokój. Biurko.
A w nim (pamiętasz?) ta szuflada,
Do której się przez lata składa
Nie używane już portfele,
Wygasłe kwity, wizytówki,
Resztki żarówki, ćwierć-ołówki…
Leży tam spinka, fajka, śrubka,
Syndetikonu pusta tubka,
Jakaś pincetka czy pipetka,
Stara podarta portmonetka,
Kostka do gry, koreczek szklany,
Bilet na dworcu nie oddany,
Szary, zamszowy futeralik,
Zeschły pędzelek, lak, medalik,
Przycisk z jaszczurką bez ogona,
Legitymacja przedawniona,
Brązowe pióro wypalane
Z białym napisem „Zakopane”,
Korbka od czegoś, klucz do czegoś,
Lecz już oboje „do niczegoś”
– Słowem, wiesz, jaka to szuflada…
A gdy jej wnętrze dobrze zbadasz,
Znajdziesz tam małe zasuszone
Serce twe, w gratach zagubione…
Więc nie wyrzucaj nic, nie sprzątaj…
Przyda, nie przyda się – niech leży.
Oszczędzaj graty przy „porządkach”
W takich szufladach i zakątkach,
Boś z każdym cząstkę życia przeżył
I trwasz, nie wiedząc, z tą starzyzną…
Jak z tą szufladą, tak z ojczyzną:
Nic nie wyrzucisz. Coś ci wzbrania
Przetrząsnąć lamus przywiązania
I „niepotrzebne”, „nieużyte”
Usunąć. Niech zostanie z tobą.
Zabobon, mówisz? Tak, zabobon…
Ludzie uczeni zwą to – mitem.
I z tej codziennej mitologii
Nagłych, z zaułka, zjawień, olśnień,
To z barwy, z linii, to z melodii
Chwila ojczyzną ci wyrośnie.

* * *

Nie napisałem jeszcze prawie nic o fabule. Powszechny jej odbiór można streścić słowami Słonimskiego: „»Kwiaty polskie« obłędne i niemądre w pomyśle fabularnym i przepiękne w dygresjach i fragmentach”. Czyli historia ogrodnika Dziewierskiego i jego wnuczki Anieli, przydaje się jedynie jako pretekst do prezentacji licznych i niezwykle atrakcyjnych dygresji. Najbardziej znane z nich to: obraz łódzkiej rewolucji 1905, modlitwa zaczynająca się od słów „Chmury nad nami rozpal w łunę”, wspomnienie młodzieńczego walca tańczonego z narzeczoną… Sama kanwa fabuły nie była wysoko oceniana. Nie jestem aż tak krytyczny: Kiedy czytałem historię życia Anieli, miałem wrażenie, że urok tuwimowej poezji obowiązuje w całym poemacie. Losy ogrodnika, jego wnuczki były na tyle zajmujące, że czytały się sprawnie. Tym bardziej, że niektóre zdarzania z ich życia zostały równie atrakcyjnie opisane, jak wspomniane wyżej dygresje.

(początek I/II/II)

Na chrzcie dziewczynce imię dano
Aniela. Tak chciał dziadek. „Bo to
Anielskie jest, powiedział, miano,
A ona właśnie… pod tym względem…”
Pochrząkał, mruknął… „…Co tam będę
Tego… I jeszcze to, że lubię…”
Tu chrząknął znów, i znacznie grubiej.
Różni na świecie są dziwacy,
Więc dla porządku dobrze wiedzieć,
Że, po sezonie, pan Ignacy,
Gdy ogrodniczej nie miał pracy
(A bez roboty nie chciał siedzieć),
Malarstwem świętym się zatrudniał…
Najlepiej znał się na aniołach:
Złocił im skrzydła po kościołach,
Niebieścił, srebrzył je, wycudniał,
Rzeźbił im z gipsu trąbki śliczne,
Odznaki dawał hieratyczne,
Pucołowatym serafinom
Podkrążał oczki farbką siną,
Kędziory z gliny na cherubie
Powlekał lekkim tchem pozłótki,
– Więc przez to właśnie i że lubię
Anielcia będzie tej malutkiej.

Aniela jest córką rosyjskiego oficera, zabitego w starciu z powstańcami rewolucji 1905. Jej matka umiera przy porodzie, a sierotą zajmuje się dziadek. Momentem przełomowym jej historii jest msza poświęcona odzyskaniu niepodległości Polski – notabene, to fenomenalna scena, pokazująca niesamowity warsztat pisarski Tuwima. Aniela, która ze względu na pamięć o swym ojcu, nie zgadza się z tematyką mszy, prowokuje księdza swym wyzywającym zachowaniem. Lokalny skandal, jaki tym wywołała, zmusza Dziewierskiego do wyjazdu do Warszawy, do nowego środowiska. Tam nasza bohaterka zostaje przyjęta do pracy, jako służąca Folbluta – bogatego Żyda. Ten umyślił sobie, że dziewczyna, gdy tylko podrośnie, stanie się jego kochanką.

Drugim wątkiem choć słabo zarysowanym, jest historia Kazinka – syna zabitego bojowca z 1905 roku. Tuwim planował w kolejnym tomie poematu połączyć losy obu postaci. Niestety nie chciał dla nich wdrażać schematu „żyli długo i szczęśliwie” – z zapowiedzi, wyprzedzających akcję utworu, dowiadujemy się, że Aniela ma zginąć z ręki Kazinka. Czy tak rzeczywiście miałaby wyglądać fabuła planowanego, a niezrealizowanego drugiego tomu? Zapewne…

* * *

Ważna uwaga: Tekst wiersza dobrze się czyta. Napisany jest potoczyście, nie ma udziwnień, które wynikają z konieczności zachowania rymu i rytmu. Tuwim jest na tyle sprawnym twórcą, że nie musi naginać szyku zdań czy wprowadzać nietypowych wyrazów. Obowiązuje stara skamandrycka zasada, że dobrą poezję powinno czytać się jak prozę.

* * *

Trochę pamiętam czasy sprzed pół wieku. „Kwiaty polskie” istniały w nich jako punkt orientacyjny polskiej kultury. Na nie powoływał się Wiktor Zin, który w programie „Piórkiem i węglem” potrafił nawiązać do treści poematu. Fragment o szufladzie – cytowany powyżej – był mottem innego programu TVP pt. „Szuflada”, prezentującym różne postacie kultury. Wydaje mi się – choć moja pamięć może nie być tu wystarczającym argumentem – że poemat był wtedy traktowany jako opus magnum Tuwima. Nie nowatorskie „Czyhanie na Boga”, ani brawurowy „Bal w Operze”, ale właśnie „Kwiaty” – tekst poety-autorytetu, świadka starych (przedwojennych) i nowych (powojennych) czasów.

Jaka jest dziś percepcja poematu? Można się spodziewać, że wraz z upływem czasu czar będzie słabł, ale przecież w 2024 roku pojawiło się kolejne wydanie. A skoro tak się stało, to znaczy, że poetycki fenomen wciąż trwa…