Julian Tuwim w Internecie

Nieśmiertelność antysemitów

W okresie międzywojennym, a szczególnie w latach trzydziestych, bardzo mocno atakowano Tuwima z powodu jego żydowskiego pochodzenia. Dopóki ataki nie przekraczały pewnego poziomu, poeta starał się jakoś reagować, a dzięki temu że potrafił napisać ostro, dowcipnie i ze swadą, możemy dziś podziwiać perły humoru, jakimi są poniższe wierszyki.

Ale, ale… Może ten cały antysemityzm międzywojnia to ściema? Przecież w całej Europie pisano o Żydach wiele niemądrych rzeczy, a Polska nie była wyjątkiem. Po prostu takie to czasy były, więc o co ten ambaras? Poniższy cytat z ogólnopolskiej prasy (dalej będziemy mogli przeczytać wiersz o autorze tych słów) powinien nam uzmysłowić, że antysemityzm był jednak problemem.

Żydzi znani są na świecie z fałszowania pieniędzy, towarów i idei. Z natury swej urodzeni oszuści przyrodzony posiadają talent do fałszowania wszystkiego, a że mieszkają wśród obcych, są do gruntu materialistami, więc upatrują nawet w talencie swym rzetelne dla siebie korzyści. (…) Jest to naród rasy niższej w rodzaju najniższych plemion murzyńskich, zasadniczo nietwórczy, do pracy niechętny i niezdolny, wszędzie i zawsze na innych pasożytujący (…) to koczownicze (…) na rasie białej pasożytujące plemionko azjatyckich podludzi.

Skoro wiemy z kim mamy do czynienia, poczytajmy, co o tym panu pisał poeta:

O ST. P.

Jadem i pianą z pyska
Pluje, parska i pryska,
Pisze, że jestem rzeźnikiem,
Gudłajem i bolszewikiem,
Judokokiem, bakcylem,
Pawianem i skamandrylem,
Że sprzedaję ojczyznę,
Że koślawię polszczyznę,
Że znieważam, bezczeszczę
I diabli wiedzą co jeszcze.

I pomyśleć, że z tej całej
Działalności wspaniałej
Tego pana – więc z plwocin,
Charczeń, wrzasków, wypocin,
Rzygań, kopnięć i wycia,
Na co stracił pół życia,
Z książek, zdań i tytułów,
Z recenzji, wzmianek szyderczych,
Słowem, z tego całego
Kramu dziennikarskiego
Zostanie… jeden wierszyk,
I to – mój, a nie jego.
Ten właśnie wierszyk… O, sroga,
Przez żydowskiego Boga
Natchniona zemsto! Ot, fraszką,
Paru słówek igraszką
Unieśmiertelnić wroga!…

No to na dokładkę jeszcze jeden wierszyk, jeszcze śmieszniejszy od poprzedniego, też dotyczący pana S. ale już innego:

Poeta zazdrości pewnemu literatowi imieniem Staś, że jest Sarmatą; on zaś, nieszczęsny poeta, żydem parchatym jest. Takoż obojej stron żywot wiernie opisany

Szczęśliwy, po trzykroć szczęśliwy ten Staś!
Ma oczki jak polne bławatki,
I nosek ma śliczny, i włosy jak paź,
I lniane, włościańskie ma szatki.

Stasiowa babusia szlachecki ma herb,
A moja – z najgorszych gudłajów:
Majufestanz? Goldfeld? Czy Silberberg?
Sam nie wiem, lecz coś w tym rodzaju.

U Stasia na stole korowaj i miód,
Za stołem – ataman Wasiutko;
A u mnie – Grycendler i maca, i brud,
I Josełe Wyttlyn (ten z bródką).

U Stasia w świetlicy rycerzyk i kmieć,
I Kostia Gałczyński z ryngrafem,
A u mnie w bóżnicy bolszewik i śledź
I Ajzyk Słonimsker za szafem.

U Stasia, gdzie spojrzeć, to kontusz i kord,
Sam Mosdorf obdarza go łaską,
A u mnie od strasznych aż roi się mord
(Plus mord rytualny przed Paschą).

Staś duchem jest wzniosły, ideał ma swój,
To dusza szlachetna i czysta,
A ja jestem Żyd, jestem świnia i zbój,
I ach! Nasermaterialista!

U Stasia w głowinie porządek i ład,
Pogodnie, przyjemnie i równo,
Ja – w głowie żydowskiej i w sercu mam jad,
Szmoncesik, geszefcik i g…

Jak Staś powie „Staś” – to jest „Staś” a nie „Stasz”,
A ja – te akcenty mam „nasze”,
Ulituj się Staszu, i pomyszl, i zważ!
Pszakrew, ja sze martwię z tym Staszem!

Wierszyk ten opublikowano 31 stycznia 1937 w „Szpilkach” opatrując go okładkową ilustracją Eryka Lipińskiego i podpisem „Okazało się, że antysemici i rasiści panowie (…) są pochodzenia żydowskiego”. Acha – w niniejszym artykule nie podaję nazwisk negatywnych bohaterów – kto ciekawy, ten dowie się o kogo chodzi.

Antysemici namalowani przez Eryka Lipińskiego

Przejdźmy teraz do portretu „Gazety Warszawskiej” prezentującej na swych łamach (no, nie na całych, jak się okaże) poglądy antysemickie.

O „GAZECIE WARSZAWSKIEJ”

Patrz „Gazeta Warszawska” z dn. 21 sierpnia 1932 r., nr 251-b, str. 18; nr 259 z dn. 28 sierpnia i in.

Dość dużo rozumiem i wiem jak na „wieszcza”,
Lecz jedno wyjaśnić mi proszę:
Dlaczego „Gazeta Warszawska” zamieszcza
Tak dużo żydowskich ogłoszeń?

Dlaczego na wszystkich stronicach „Gazety”
Są Żydzi złodzieje i dranie,
A na osiemnastej – już mają zalety
I w miłej gazetce mieszkanie?

I jaka jest tego ukryta przyczyna,
I co z tego faktu wynika,
Że pismo ogłasza Gelbfisza, Fajncyna
I nawet Szynllera-Szklonika?

Gelbfisza, Fajncyna, Szyllera-Szkolnika,
Bursztyna, Cajtlina i Katza,
I (Żyd!) Dobrzyńskiego, Zyberta, Grosglika –
– To pewno się dobrze opłaca.

I Muszkatblit jest, gdy ktoś chce Muszkatblita,
I Edelman – gdy Edelmana,
Gazetka nie pyta, kto swój, kto zrajlita,
Bo forsa to forsa, prosz' pana.

Wiadomo: non olet, więc olens i volens,
W żydowskiej niewoli cierpiąca,
Gazetka złączyła żydowską niewolę z
Gudłajską miłością pieniądza.

Więc miesza się w głowie: Kozicki z Dobrzyńskim,
A Grosglik i Stroński z Zybertem,
I Gelbfisz z Rybarskim, i Katz z Rembielińskim,
A Szkolnik po prostu z Neuwetem.

Heil Adolf! Pod twoją aryjską opiekę
Oddaję kochanych gelbfiszów,
Neuwert erwache! Juda verrecke!
A giten cześć! Pisz na Berdyczów.

Na koniec wiersz parodiujący praktykę analizowania twórczości (m.in. Tuwima) poprzez zaglądanie do rozporka.

RODOWÓD

Po co się ciskasz, mój Wuerze,
Po co wymyślasz mi od żydka?
Żydem aż śmierdzi w twym „Kurierze”,
Żona waćpana – też semitka,
Karmiona z żydowskiego dydka,
Ciocia Hortensja, mój Wuerze
(Dama a Paulo czy wizytka),
Od Chai swój początek bierze,
Wuj zaś Salezy (mówmy szczerze:
Syn Mośka, Szmulka czy Dawidka)
Kiwał się mrucząc przy sajderze
I jako Saluś był w chederze,
Studiując (o, przeszłości brzydka)
Alef bej gimel na syderze.

Kędy tej szlachty jest początek,
Skąd ród swój bierze Wuerzyna?
I gdzie twych własnych wuerzątek
Ród po kądzieli się zaczyna?
Jakież to herby i sztadary
Miały twej żony antenaty,
Owe L…aury i Kr…ary
Z miszpuchy cycełesowatej?
Ku wiadomości potomności
Niechaj czytają ludzie prości,
Jaki rodowód jest rodziny
Żony Wuera – Wuerzyny.

Rodzinnych kronik idąc śladem.
Opowiadają ludzie starzy,
Że B…son R…skiej był pradziadem
Zasię wywodził się z karczmarzy;
Miał karczmarz B…son wuja Szmula,
A Szmul Pinkusa miał i Srula,
Którego żona Cypa Łaja
Na mendle sprzedawała jaja.
Mendel był nawet synem Łai,
Złośliwi mówią, że od Szai,
Ten Szaja ze swym szwagrem Joskiem
Handlował rybą tudzież czosnkiem.
Kuzynką Joska była Jenta,
Żona Chaima, konkurenta,
Chaima siostra zasię, Pesa,
Tańczyła w purym majufesa,
Tańczył z nią Mordka, tańczył Chaim,
Chill, Hennoch, Lejba i Efraim;
Majufes Pesy z Efraimem
Zakończył się pod baldachimem.
Z tej pary była dzieci fura:
Abramek, Boruch, Rojza, Sura,
Cywia i Brajndla i Gedali,
Ryfka i Chaskiel i tak dalej.
Wziął potem Brajndlę Ber z przeciwka,
A za Szulima wyszła Ryfka;
Syn Fajwla, Aron, wnuk Chaskiela,
Wziął Taubę z Perli i Jankiela,
Majer wziął Surę, Symcha Cywię,
A rudą Rojzę dali Kiwie,
Ta Rojza miała właśnie stryja,
Co zwał się Symacha-Ajzyk-Szyja,
Którego babka, Fajga-Bina,
Potrzebowała mieć kuzyna.
Ten kuzyn Nuta z żoną Chawą
Miał sklep z śledziami pod Warszawą,
A Fiszel, brat owego Nuty,
Tuwimom w Łodzi czyścił buty.

Jak wspominałem wcześniej, z rozmysłem nie podałem nazwisk osób z których Tuwim się naśmiewał. W ostatnim podanym tu przykładzie, sam wprowadził ten zwyczaj w życie:

NA PEWNEGO ENDEKA
CO NA MNIE SZCZEKA

Próżnoś repliki się spodziewał,
Nie dam ci prztyczka ani klapsa.
Nie powiem nawet: „Pies cię j…ł” –
Bo to mezalians byłby dla psa.