Jeden wiersz – Litania
Wiersz „Litania” ukazał się w tomie „Sokrates tańczący” z roku 1920
LITANIA
Modlę się, Boże, żarliwie,
Modlę się, Boże, serdecznie:
Za krzywdę upokorzonych,
Za drżenie oczekujących,
Za wieczny niepowrót zmarłych,
Za konających bezsilność,
Za smutek niezrozumianych,
Za beznadziejnie proszących,
Za obrażonych, wyśmianych,
Za głupich, złych i maluczkich,
Za tych, co biegną zdyszani
Do najbliższego doktora,
Za tych, co z miasta wracają
Z bijącym sercem do domu,
Za potrąconych grubiańsko,
Za wygwizdanych w teatrze,
Za nudnych, brzydkich, niezdarnych,
Za słabych, bitych, gnębionych,
Za tych, co usnąć nie mogą,
Za tych, co śmierci się boją,
Za czekających w aptekach
I za spóźnionych na pociąg,
– ZA WSZYSTKICH MIESZKAŃCÓW ŚWIATA,
Za ich kłopoty, frasunki,
Troski, przykrości, zmartwienia,
Za niepokoje i bóle,
Tęsknoty, niepowodzenia,
Za każde drgnienie najmniejsze,
Co nie jest szczęściem, radością,
Która niech ludziom tym wiecznie
Przyświeca jeno życzliwie –
Modlę się, Boże, serdecznie,
Modlę się, Boże, żarliwie!
* * *
Jeden wiersz.
To twój odbiór po jego przeczytaniu, jest dla ciebie tą właściwą i prawdziwą interpretacją. Ale jeśli chcesz przeczytać, co może oznaczać dla innych, możesz przejść dalej… Mam nadzieję, że znajdziesz tam coś więcej od szkolnego „co poeta miał na myśli…”
* * *
Tuwim często poruszał tematy około-religijne. Więcej piszę o tym w tekście „Religa i wiara”. Czasami może się wydawać, że postać Chrystusa pojawia się u niego nazbyt łatwo – jak w wierszu „Chrystus miasta”, jednak częściej dostajemy przejmujące i głębokie teksty. Takie jak „Litania”. Po człowieczemu wzruszająca. Opowiada o ludziach mających swoje zwykłe grzeszki i zwykłe kłopoty, które w swej masie wydają się trywialne i pospolite, ale indywidualnie mogą urastać nawet do roli tragedii. Cóż z tego że przemijających? Właściciele tych problemów, pełni wad, są – opisanymi zupełnie kiedy indziej w Piśmie – nadłamanymi trzcinami i knotkami o nikłym płomyku. Dobrze, że ktoś napisał taką modlitwę, bo wiem, że jest o mnie.
* * *
Litanię, która w swojej formie stanowi wyliczenie, łatwo się tworzy, ale łatwo też wpaść w koleiny banału. By tego uniknąć autor łamie zasady rymowania, które obowiązują tylko w podniosłej klamrze Modlę się, Boże, żarliwie, Modlę się, Boże, serdecznie. Podniosłość ta szybko ustępuje przyziemności. Porządek wyliczanki jest też burzony przez, zdawałoby się nieporadne, formułowanie kolejnych punktów – większość intencji zajmuje jedną linijkę, a niektóre już dwie. Do tego dochodzi treść – zwykła, codzienna, powszechna – powszednia. Daleka od sacrum.
* * *
Aż dziwne, że tak religijny tekst wzbudził protesty katolickiego „Małego Dziennika” i endeckiego „Gońca Wieczornego”. Zarzucono mu bluźnierstwo, choć bardziej należy sądzić, że redaktorów tych czasopism kłuło w oczy żydowskie pochodzenie Tuwima. No bo przecież nie będzie nas Żyd uczył się modlić. Zresztą jakby co, to przecież my mamy monopol… Znany od lat wiersz, w 1937 roku przedrukowywany został przez organ zawiązku spółdzielni spożywców „Społem”. I się zaczęło… Co pisał na ten temat niepokalanowski „Mały Dziennik”?
Ostatni numer „Spólnoty” zamieszcza wiersz żydowskiego poety Tuwima pt. „Litania”, który obraża uczucia katolickie. Oto maleńka próbka owej „litanii”:
Modlę się, Boże, żarliwie
Za wieczny niepowrót umarłych
Za potrąconych grubiańsko,
Za wygwizdanych w teatrze,
Za czekających w aptekach,
I za spóźnionych na pociąg…Czyż jest to możliwe, aby pismo wychodzące za pieniądze nieomal całkowicie chrześcijan pozwalało sobie na bluźnierstwa! Czy to jest zadaniem… spółdzielczości?
Ponieważ trudno jest wystąpić z jakimś hasłem wyraźnie bezbożniczym, więc prowadzi się to samo metodą wyśmiewania. A wiemy dobrze, że śmiech jest ostrą bronią i często trafia do przekonania ludzi bezkrytycznych. Rodzi się zwątpienie, po tym wstydzą się oni przyznawać, że w to wierzą, co inni wyśmiewają i w ten sposób rodzi się odpowiedni grunt dla bezbożnictwa. O to właśnie panom ze „Spólnoty” widocznie chodzi, skoro pozwolili sobie na tak nieobliczalne wystąpienie, jakim jest ten wiersz Tuwima.
W roku 1938 sprawa zrobiła się na tyle głośna, że sama Kazimiera Iłłakowiczówna zabrała głos. Pisałem o tym w artykule „Brat z wyboru”: „Najgorsza passa była na parę lat przed wojną: lata 1936-1938. (…) Obrzydliwa nagonka, niebezpieczne wskazywanie palcem na tych, których pragnęło się zniszczyć. Z tego okresu pochodzi moja »Piosenka dla Tuwima« (…). Tuwim nigdy nie zapomniał ani samej »Piosenki«, ani jak i od kogo za nią przed wojną obrywałam.”

