Kręta droga „Balu w Operze”
W roku 1936 był szczytowym rokiem dla Tuwimowej twórczości. Powstają wtedy: wysoko oceniany przez krytykę tom wierszy „Treść gorejąca”; najlepsze wiersze dla dzieci – w tym „Lokomotywa”; no i najważniejsze dzieło – poemat „Bal w Operze”. W lecie tego roku Tuwim spędzał wakacje z Januszem Minkiewiczem w Sikorzu (majątek Piwnickich niedaleko Płocka). Byli jednymi z pionierów, którzy wprowadzali na krajowy rynek nowy gatunek zwany limerykami. Tak wspomina to lato Minkiewicz:
Julian Tuwim był pierwszym, który zaraził się limerykami. Przeczytał kilka angielskich i dalej pisać polskie! Dopuścił mnie do tej zabawy i tak mistrz z czeladnikiem, licytując się wzajemnie co dziwaczniejszymi rymami, kropnęli w pewne wiejskie popołudnie pierwsze polskie rymeliki.
Wracając do głównego tematu: rano Tuwim pisał kolejne fragmenty „Balu”, po obiedzie odbywało się ich odczytywanie, wieczorem zaś oddawano się pasji limerykotwórczej. Żeby osiągnąć między innymi takie efekty:
Raz pewien młody ichtiozaur
Był na wystawie „Des Beaux Arts”;
Gdy spojrzał na dzieła,
Ochota go wzięła,
By pożreć je wszystkie. I pożarł.
Ale miało być o „Balu”. Po powrocie do Warszawy Tuwim, zdając sobie sprawę, że oficjalnie może opublikować jedynie fragmenty poematu, zaczął prywatnie zapoznawać z treścią znajomych, przyjaciół i ludzi z branży. Tak opisał swoje wrażenia Emil Zegadłowicz z wizyty u Tuwima:
Spory pokój pełen książek, około pięć tysięcy tomów, na tym tle smukły, ruchliwy, popielato odziany pan, mocno posiwiały. Wycałowaliśmy się, rozpuściliśmy taradejki śpiewnych zdań, które się wciąż ze sobą zderzały. Bardzo kocham jego poezję. Tedy z negocjacją, pełną zastrzeżeń przeczytał mi wspaniały poemat pod tytułem „Bal w Operze” – poemat spory, pełen nieprawdopodobnej ekwilibrystyki słownikowej i słowniczej, kapitalnego nurtu społecznego… Druk będzie musiał być prywatny. Konfiskata pewna… Kilka scen z „gliną” i szpiclami – oszałamiające.
Zegadłowicz napisał w tej sprawie do znajomego, siedemnastoletniego praktykanta w małej poznańskiej drukarni, Andrzeja Piwowarczyka. Ten zapalił się do pomocy, ale to nie „Bal” został wydrukowany – Piwowarczyk, po skontaktowaniu się z Tuwimem, sam dokonał składu, wydruku i zszycia „niesprzedażnych” (nie na sprzedaż) 30 egzemplarzy 16-stronicowej książeczki z „Wierszem w którym poeta…” czyli o całowaniu w d…ę.

Zamiast druku poematu – który być może okazał się zbyt dużym wyzwaniem – w obiegu pojawiły się odpisy. Tak, nieco symbolicznie, wspominał o obcowaniu z poematem Seweryn Pollak (poeta, filolog, przedwojenny socjalista, powojenny opozycjonista):
Był to rok 1936. Po ulicach Warszawy, po Nowym Świecie, rozświetlonym blaskami neonów, przechadzał się Wielki Archikrator. A tuż obok, na Siennej, na Złotej snuł się nędzarski tłum, w którym czujnie ucho mogło dosłyszeć słowa nienawiści i buntu. Pewnego dnia do mego pokoiku w mansardzie na rogu Narbutta i Wiśniowej [Franciszek] Siedlecki (…) przyszedł z odpisem „Balu w Operze”.
– Wracam od Tuwima – mówił. – Posłuchaj, ty tylko posłuchaj! – I zaczął czytać rozdzielając słowa:
Na ratuszu – bije druga,
Na tajniaka – tajniak mruga.– On to tak czyta – mówił dalej Siedlecki. Był przejęty, zdenerwowany. – Czy zdajesz sobie sprawę, że ten poemat jest syntezą całego naszego życia, naszej epoki?
Chodził po pokoju i powtarzał: „udibidibindia, udibidibindia”. To już nie był język „pozarozumowy”, te zgniłe dźwięki przemawiały jak symbol. Długo potem powtarzaliśmy poszczególne fragmenty „Balu”.
Odpis przechowywałem przez długi czas – i do znaczenia symbolu urósł sposób, w jaki go straciłem: tajniak podczas rewizji po likwidacji „Dziennika Popularnego” zabrał mi go, dołączając do „akt sprawy”.
No tak to z tajniakami jest.
Na ratuszu bije druga,
Na tajniaka tajniak mruga,
Na widowni i w sznurowni,
I pod dachem i w kotłowni,
I pod sceną i w bufecie,
Na galerii i w klozecie,
W kancelarii i w malarni,
W garderobach i w palarni,
I w dyżurce u strażaka
Mruga tajniak na tajniaka…
(…)
* * *
Pomysł, żeby „Bal” wydrukować w całości, narodził się jeszcze w czasie pobytu poety w USA. Tak Tuwim pisał do twórcy przedwojennych „Szpilek” – Zbigniewa Mitznera w grudniu 1945 roku:
Bardzo Pana proszę o pomoc w odnalezieniu mego „Balu w Operze”. Drukowany był tylko częściowo, rękopis został w Warszawie, z pamięci udało mi się zrekonstruować zaledwie fragmenty. Ale pamiętam, że maszynopis utworu miała p. Maria Wiercińska. Czy byłby Pan łaskaw skomunikować się z nią i zapytać, czy wiersz ocalał. Albo proszę ogłosić w „Szpilkach”, że poszukują tego poemaciku. Kilka osób miało kopie. (…)
Pierwodruk, już po powrocie poety do Polski, miał miał miejsce właśnie w „Szpilkach” 1946 roku, w numerach 30-34. To był chyba ostatni moment, żeby wydruk poszedł w postaci wymyślonej przez Tuwima, bo w pewnym momencie druk poematu oparł się już o cenzurę i Eryk Lipiński musiał używać swych znajomości, żeby udało się zakończyć całość z sukcesem. Winne były wyjątki z Biblii. I nie chodziło bynajmniej o „religianctwo” nielubiane przez nową władzę, a możliwość obrazy uczuć religijnych, skoro cytaty z Pisma sąsiadowały z przekleństwami. Oto (szczęśliwie niezrealizowana) depesza, jaką redakcja dostała od szefostwa „Czytelnika”:
Wycofać ostatni numer „Szpilek” z powodu miejsc obrażających uczucia religijne większości społeczeństwa, szczegóły listownie.
Jan Zawada, przewodniczący Kom. Rewiz. „Czytelnika”
Z drugiej strony Tuwim był poniekąd beneficjentem cenzury, bo ta jednak nie przepuściła najbardziej krytycznych/ obraźliwych recenzji wobec „Balu”. W każdym razie w 1946 roku „Szpilki” opublikowały cały „Bal” bez zewnętrznych ingerencji.

Być może jego podstawą była, wspomniana w liście, kopia należąca do aktorki Marii Wiercińskiej. W każdym razie, zachowany odpis trafił do grafika B. Linkego, którego Tuwim specjalnie poprosił o zilustrowanie poematu. Do wydania książkowego, do którego Linke tworzył ilustracje, niestety z różnych powodów nie doszło. Te grafiki zostały opublikowane dopiero w 1982 roku, w pełnym, pierwszym wydaniu książkowym. Opracowywał je słynny tuwimolog T. Januszewski. W posłowiu opisuje między innymi dużą zmianę redakcyjną w stosunku do odpisu – usunięcie dwudziestu dwóch wersów części pierwszej poematu. Ta decyzja Tuwima została uwzględniona, jako właściwa i autorska. Dla ciekawości możemy jednak przeczytać, jak wyglądała końcówka pierwszej części według zachowanego odpisu. Z tekstu Januszewskiego nie wynika, jak miał wyglądać podział na strofy, nie pisze też o zasadach stosowania wielkości liter na początku wierszy. Opuszczony tekst jest wytłuszczony:
(…)
Na lewo, na prawo, na le, na pra,
A w środku już orkiestra gra,
Orkiestra gra! Orkiestra gra!
gra! stra! extra! Orgi!
bac! w górę! z butli korki!
jazz! extra! metal! Żarem!
bac! orgi! grastra! gwarem!
Ostro gra orkiestra-kiestra,
Z czterech rogów, czterech estrad
Pryska extra bluzgi grzmiące,
Miedzią pluska i mosiądzem –
Jazz dziądzem i gorącem
Bac rzącem niklem słońcem
I bac! w blask, w oklaski, brawo,
W drgawki metalową lawą
I jazz w blask brzmiąc furioso
– I nagle duszną tuberozą
W krew, w nozdrza placadiutanta
(Tempo: szampan, szatan, szantan)
I już – wziąć, i już – udami
I już – da mi! da mi! da mi!
I chuć – wskok, i wzrok – kastetem
I pod żyrandol piruetem –
Kanonadą kolorowe
Karabiny balonowe
Chichem śmiechem pękanina
Jazzem w środek trach murzyna
Sakso serpantyny fonem
Gorsy serpan przepocone
Smyczki wizgiem rakiet serpan
Zęby tyny śmiechem niechpan
Uda uda mocno wdusił
Da mi – uda – da mi – musi
Szampan rzucił w górę banjo
Koniak jeszcze złapał tańczą
Kołem serpan myśli dała
Gene pija nego rała
Wrza–go wrzą–rą wrza–co wrzawą
Koniak jeszcze wrze uwaga
solo! solo! małpa! nie po…!
buch magnezja foto ślepo
uda uda da mi da mi
gene orde dzwoni rami
zęby śmiechem do maestra
i gra orkiestra, gra orkiestra!…
Wydanie z 1982 roku, oprócz rysunków Linkego, uwzględniło klamrę z cytatów z „Pisma Świętego” – w drukach po 1946 roku była opuszczana. W tej edycji T. Januszewski zdecydował również, by przywrócić pełne brzmienie wulgaryzmów, tak jak to było w „Szpilkach”, a jak nie było w wydaniach późniejszych.


