Julian Tuwim w Internecie

Upadek poety

Po wojnie, wiosną 1946 r., Tuwim wraca do Polski. Polski Ludowej. Już na emigracji pokłócił się prawie ze wszystkimi kolegami z przedwojennych kawiarń, gdy okazało się że „przeszedł na stronę” komunistów. Ale Tuwim nie wyobrażał sobie życia poza Polską – wielokrotnie to powtarzał. Wraca pełen zapału, z gotowymi „Kwiatami polskimi”, chce na nowo wskrzesić swój wielki-mały świat poezji, bibliotecznej szpargalarni, satyry… ogólnie mówiąc twórczości. Władze komunistyczne stworzyły mu idealne warunki – mieszkanie w Warszawie, willa w Aninie, samochód z kierowcą… Tylko tworzyć. Ale tak się nie dzieje. Po powrocie do Polski Tuwim właściwie już nie pisze. Od czasu do czasu popełnia jakiś bezsensowny wierszyk prawie na zamówienie władz i to tyle. W ciągu 6 lat poeta opublikował raptem 12 wierszy (!). Z powojennych publikacji można bez większych strat (a nawet z zyskiem) wyrzucić do śmieci prawie wszystko. Gdzie się podział wielki mistrz słowa, obrazoburca, czarodziej języka polskiego?

Tak w 1953 roku powiedział w wywiadzie dla „Przekroju”:

Przyznaję, że teraz mało piszę wierszy. Mnóstwo czasu zabierały mi wszystkie te prace edytorskie i przekładowe, do których już się parę lat temu zobowiązałem. Teraz wszystko kończę i zdaje mi się, że napiszę sporo nowych własnych wierszy… Tymczasem ukazują się wznowienia: nowy „Wybór wierszy” (starych przeważnie), może trzecie wydanie „Kwiatów polskich”…

Pozycja Tuwima, który w latach 20-tych i 30-tych zajmował najwyższe miejsce na podium w polskiej poezji – jeśli w tak zawiłej dziedzinie w ogóle można zajmować jakieś miejsca – była wysoce niejednoznaczna: Pozwalał kokietować się władzom, stał się „oficjalnym artystą”, mógł (z pewnym udziałem cenzury) wydawać swoje książki. Z drugiej strony do głosu dochodziło nowe pokolenie, które operowało zupełnie innym warsztatem. Tuwimowskie rymy i asonanse – jak pisał Miłosz – zdały się być nieodwracalnie przebrzmiałym anachronizmem. Nic dziwnego, że krytyka coraz krytyczniej odnosiła się do dawnego księcia poetów.

Zanim przejdę do tuwimowskich „dzieł” z tego okresu, zobaczmy, jak pisał wtedy przyszły bóg poezji Tadeusz Różewicz – ten, który w drugiej połowie XX wieku niejako zajął miejsce przynależne Tuwimowi przed wojną.

MARTWY OWOC

Są gruszki złote na talerzu
kwiaty i dwie dziewczyny młode

Na stole fotografia chłopca
jasny i sztywny w czarnym kepi

Dziewczyny mają miękkie wargi
dziewczyny mają słodkie oczy

Przez pokój idzie biedna matka
poprawia fotografię płacze

Gasną na stole złote słońca
i martwy owoc jej żywota.

Zresztą nie tylko młodzi twórcy pozostawili w tyle starego mistrza. Nawet Staff, który przecież przez całe twórcze życie Tuwima, stanowił dla niego niezaprzeczalny autorytet, potrafił odnaleźć się w nowej poetyckiej rzeczywistości:

PROBLEMY

Problemów się nie rozwiązuje.
Problemy się przeżywa,
Jak dnie, których, gdy miną, już nie ma.
Jak szaty zużyte,
z których się wyrosło,
spadają z ramion
i w drzwi ostatnie
wchodzisz nagi i wolny
Jak świt.

Starałem się wybrać inne przykłady niż podręcznikowe „Ocalony” czy „Podwaliny”, które pewnie wszyscy znają. I które, niezależnie od popularności, warto sobie przypomnieć i do nich zajrzeć, bo są tego warte. Jakże miernie wyglądają na tym tle rymowanki Tuwima. Nawet jeśli zapomnimy o ich socrealistycznej treści, która też nie przydaje sławy autorowi:

TOWARZYSZE WSPÓLNEJ DOLI

Towarzysze wspólnej doli,
Robotnicy dobrej woli,
Budujemy wspólny dom
W maju, który nas zespolił.

Budujemy twierdzę twierdz,
My, roboczych rąk miliony
I miliony prostych serc,
W jedno serce połączonych.

Idzie szereg za szeregiem,
Dźwiga gruz warszawskich cegieł,
Bije z drzew wesoły maj,
Idzie zew przez cały kraj.

Budujemy piękny dwór
Naszej nowej polskiej wiośnie,
Gdy się cegła z cegłą zrośnie,
Będzie z cegieł twardy mur.

DO JERZEGO BOREJSZY

Jerzy! Nie było czerwonych róż!
Zabrakło czerwonych róż w Warszawie!
Ściął je tej nocy śmiertelny mróz
I umarły – jak mogły najkrwawiej.

Zmiótł je pożar, żałobny trąd,
A te, co pozostały,
Wyrywali sobie ludzie z rąk
W kwiaciarniach opustoszałych:
Bo oto miałeś schodzić
Po stopniach rewolucyjnej chwały
W ziemię, w głąb.

Jerzy! Zabrakło czerwonych róż,
Zabrakło i słów boleści!
Schodziłeś w głąb, schodziłeś w grób,
Cały w bojowej pieśni!
Wyprostowany – bo w dalszy bój,
W bój ostatni, zażarty,
I szedł przy Tobie towarzysz Twój:
Sztandar Twojej Partii.

Czerwieńszy on i piękniejszy
W swej dawnej i przyszłej sławie,
Niż wszystkie czerwone róże,
Których nie mogłem złożyć
Na trumnie Jerzego Borejszy,
Bo ich brakło w Warszawie.
Składam – Słowo
Służące tej sprawie.

Oto ona, ta sprawa:
Walczyć!
Wierzyć!
I w bębny bić!

Mówię do Ciebie żywego, Jerzy:
– Wielki to czas,
Kiedy nie trzeba wcale zmartwychwstawać,
By dalej żyć.

* * *

Można się zastanawiać co było przyczyną niemocy twórczej. Już w końcówce lat 30-tych, poeta skarżył się na „zatkanie otworów poetyckich”. Wtedy mogło być to związane z chorobą – cierpiał na lęk przestrzeni i depresję. Jednak w latach 40-tych zdobył się na napisanie „Kwiatów polskich”, które stanowiły zaskakującą erupcję twórczości. Po wojnie, mimo pozorów normalności, a nawet uprzywilejowania, choroba mogła działać dalej. Sprawy nie poprawiał wyniszczony – również alkoholem – organizm, choć główne powody miały pewnie charakter psychiczny. Biografowie Tuwima podają rozmaite powody – reakcja na złowrogie anonimy, niepokojące informacje o pogromie kieleckim czy (przede wszystkim) samoświadomość uzależnienia się od władzy komunistycznej. Wydaje się, że kryzys zaczął mijać dopiero rok przed śmiercią, kiedy zaczęły powstawać zupełnie inne niż dotychczas wiersze.