Julian Tuwim w Internecie

Łódź miasto rewolucji

Słynny mural, a Łódź znana jest z murali, mówi nam „Żyjesz w mieście rewolucji 1905” (źródło Wikipedia):

Rewolucja 1905 roku i czasy „Ziemi obiecanej” to najważniejsze legendy miasta. Obie utrwalone przez literaturę. Pierwsza głównie przez Tuwima w jego „Kwiatach polskich” z fragmentem zaczynającym się od dziecięcej malowanki „Rozdział z dziecinnej Farbenlehre…”, która przechodzi w poruszający opis walki na barykadzie. Na myśl przychodzi nam też „Ziemia obiecana”, szczególnie od czasu, gdy mogliśmy zobaczyć miasto nędzy i bogactwa na ekranie filmowym.

* * *

„24 stycznia Sejm podjął uchwałę upamiętniającą bohaterów Rewolucji 1905 roku” możemy przeczytać na stronie Sejmu. Uchwała powstała w Komisji kultury i środków przekazu, a przedstawił ją poseł Krzysztof Piątkowski. Możemy w niej między innymi przeczytać:

Upamiętniając wydarzenia z lat 1905-1908, wspominamy tych, którzy ponieśli najwyższe ofiary. Należą do nich osoby zesłane na Sybir oraz powieszone na stokach warszawskiej cytadeli czy podwórzu więzienia przy ul. Gdańskiej w Lodzi. Pamiętamy także o zabitych w czasie demonstracji ulicznych oraz wydarzeń takich jak powstanie łódzkie z czerwca 1905 roku, a także Żydów zamordowanych w pogromach organizowanych przez rosyjską ochranę. Wśród ofiar znalazły się zarówno wybitne postaci, np. Józef „Montwiłł” Mirecki i Stefan Aleksander Okrzeja, jak i rzesze anonimowych osób, których nazwisk historia niestety nie zapamiętała. W naszej świadomości na zawsze pozostanie także fakt, że wśród uczestników rewolucji 1905 roku znaleźli się późniejsi twórcy niepodległego państwa polskiego, w tym Józef Piłsudski, który stworzył Organizację Bojową PPS w celu walki zbrojnej o niezawisłość Rzeczypospolitej.

Wśród osób rekomendujących, znalazła się między innym Paulina Matysiak. To znana postać, kontrowersyjna we własnej partii, ale konsekwentnie realizująca nie tylko plan rozwoju transportu, szczególnie kolejowego, ale schylająca się w stronę historii i tradycji. To właśnie ona wnioskowała o uhonorowanie „Wiadomości Literackich” i ich twórcy, szóstego Skamandryty – Grydzewskiego.

* * *

Jednym z ważniejszych wydarzeń rewolucji, było powstanie łódzkie. To że wybuchło właśnie w Łodzi nie jest niczym dziwnym, jeśli zdamy sobie sprawę, jak wyglądało życie w tym mieście. Takie obrazy ze swej pamięci przedstawia Tuwim:

Hale jak place. Trzask, rumor, pęd, błyskanie kół, pasów transmisyjnych, walców, wrzecion: mechaniczna burza na trzy zmiany szalejąca, ogłuszające pandemonium produkcji, którą dawniej pożerał rynek rosyjski. Niechby znowu otworzył swoją paszczę – a Łódź zakwitnie. Tajemnicze miasto! Gdy fabryki łódzkie dostają jakieś większe zamówienie, gdy zjawia się „koniunktura” – zaczyna tam świecić słońce, zakwitają bzy, słowiki turkocą w Helenowie, błoto mieni się spektralnymi kolorami, a ospali Lodzermensche stają się Ubermenschami, odzyskując gibkość ruchów, żywość spojrzeń, bystrość myśli. Pietryna wre. Grynbergi, Grynfeldy, Grynsteiny i Goldbergi uwijają się po mieście jak opętani, wyskakują z dorożek, wskakują do kawiarni, telefonują, zapisują, telegrafują, jadą, wracają, znowu jadą, notują, obliczają (…). Sto tysięcy skaczących, nieprzytomnych Grynmacherów wprawia Łódź w drgawki geszeftu. Ten febryczny stan łódzkiej ulicy ma fachową nazwę: „Ruszyło się”. (…)

Pisać o nędzy proletariatu łódzkiego, o wyżółkłych ojcach, wychudłych matkach, gruźliczych dzieciach, szczurzych podwórzach, cuchnących rynsztokach, ciemnych norach zwanych jeszcze „mieszkaniami” (przyszłość je dopiero po imieniu nazwie: to są groby, za które ci nędzarze płacić muszą za życia komorne), pisać o potwornych warunkach „higienicznych”, na które skazana jest ludność największego po Warszawie miasta wolnej, niepodległej Polski (…), pisać o tych, co skazani na oddychanie dymem, kurzem, sadzą, wyziewami farbiarni i wychodków, bez nadziei patrzą, jak się kolos przemysłowy rozkłada i stacza, jak się po prostu staje niepotrzebny, staje się kulą u nogi rolniczego kraju – nie, o tym pisać nie mogę. Łódź bezrobotna to absurd. Łódź, której kominy nie dymią, to cmentarz. Tragicznym banałem brzmiałoby każde słowo.

* * *

Artykuł zakończę wspomnieniem Ireny Tuwim, siostry poety. W 1905 roku miała 6 lat i najbardziej zapamiętała symboliczną wystawę w pewnej kwiaciarni:

Nic tak głęboko nie zapadło w pamięć mojego serca, jak wystawa kwiaciarni Salwy. Na niewielkim podium pokrytym białym aksamitem, który miał imitować całun śniegu, stał wazon pełen pąsowych róż. Na tle aksamitu leżały rozsypane, niby to nieumyślnie, szkarłatne płatki a obok – zwykły, kuchenny nóż. Kontrast był tak brutalny, tak uderzający, że nic nie mówiąc spojrzeliśmy najpierw po sobie, a potem na Matkę.

– To symbol rewolucji – powiedziała matka.

Były to dla nas dwa nowe, nieznajome słowa, których znaczenia nie znaliśmy, ale których sens przeczuwaliśmy, gdy w domu mówiono po cichu o tym, jak to kozacy na koniach wjechali do hal fabryki Heinzla i Kunitzera, tratując robotników…