Do generałów w Drohobyczu
W 1923 roku ukazuje się „Czwarty tom wierszy”. Wśród tych wierszy znajdziemy „Do jenerałów” (w ówczesnej pisowni), który po pierwszym przeczytaniu kojarzył mi się z młodzieńczą energią i witalnością, o której powszechnie piszą literaturoznawcy, opisujący ten etap twórczości Tuwima. Domyślałem się jednak, że tego typu tekst mógł wzbudzić kontrowersje…
DO GENERAŁÓW
Warczy, straszy, groźnie ściąga brwi
Byle generalisko, obwieszone gwiazdami
– Panowie! Przestańcie udawać lwy!
Dowiedzcie się nareszcie, że tutaj – my,
Zamyśleni przechodnie,
My jesteśmy tu generałami!Nonszalancja, pompa, szlify, szyk,
Tajemnice sztabowe, adiutanci, bale
Słówko rzuci – i robi się krzyk:
„Dzięku! jemy! panie! gene! rale!”Śmieszne rzeczy. No bo niby co?
Bierzcie ze mnie przykład: chodzę skromnie,
A mam władzę, panowie, ho-ho!
– Cały wielki świat należy do mnie!Nie dosłuży się żaden z was
Do tej rangi – Wolnego Poety!
Bóg nie rzuci wam takich gwiazd
Na mundury i na epolety!Nie powierzy wam żaden sztab
Naszych słodkich i strasznych sekretów!
Nie znajdziecie na żadnej z map
Tajemniczej ojczyzny poetów!Wam – czerwone wyłogi za rzeź,
Za morderstwo, gwałty i pożogi!
My – do serca nagą rozdzieramy pierś:
Takie mamy szkarłatne wyłogi!Z armat waszych – pocisków grad
Śmierć i dym zostawia, bomb Miotacze!
Ale życiem i ogniem
Nawet za tysiąc lat
Będą pękać naszych słów kartacze!Więc przestańcie udawać lwy
Śmieszni ludzie, obwieszeni gwiazdami,
Pamiętajcie, że tutaj – My,
Zamyśleni przechodnie,
My jesteśmy tu generałami.
Warto zauważyć, że wiersz i dziś jest znany – jako piosenka postpunkowego zespołu Buldog. Ale prawdziwe wzburzenie spowodował w momencie ukazania się. Oto poetycka reakcja jednego z poetów, który – cóż, jak by to niesprawiedliwie i trywialnie nie wyglądało – jest znany głównie z tego, że atakował Tuwima w „Myśli Narodowej”. Stamtąd też pochodzi poniższy wiersz i krótki komentarz:
ODPOWIEDŹ J. TUWIMOWI
Polskim Jenerałom!
Wara tobie „qui pro quo“ — poeto,
wysłanniku bóżnic i kahałów
szczuć jak psiarnię — przyczajone ghetto
i na polskich warczeć jenerałów!Tak! ściągają w groźny piorun brwi,
co się zbiegły od patrzenia wprzód,
gdzie jak słońce, z morza polskiej krwi,
z mroku bitew wstawał Wisły cud —Twardo patrzą źrenic swych granitem,
bo już przed „dnia chwały” świtem
bo płomiennych archaniołów świtą
szli do walki o życie lub śmierć!Gdzieś był wonczas swa „Wolny Poeto”,
samozwańczy cheder „jenerale”,
kiedy gwiazdy srebrnym epoletom
wykwitały polskiej krwi koralem?Gdzieś się wielkich dosługiwał rang? —
Ustrojony w szych, w pióra papuzie
w świecie szminki, foxtrottów i tang
hołdowałeś podkasanej Muzie —„Jenerałem” zostań w kabarecie,
niech tam pęka kartacz twoich słów
w teatrzyku… w tinglu… i w kuplecie!…
lecz nie drażnij lwów!Szable polskie w pochwach siedzą luźnie!
więc wraz któraś twardą stalą zgrzytnie
i żeleźcem przed ślepia ci bluźnie:
przytnie pejsów, ukrywanych sprytnie!Tak! — nie znajdziesz ojczyzny poetów
chałaciarzy w żadnej z świata map —
My ją mamy! — ostrzami bagnetów
kreślił-ci ją w ogniu polski sztab!Zapamiętaj! — Groźni jenerali
świecić będą w mroki tysiącleci
z epoletów jagodami kalin —
jenerali — ci bitew poeci!Józef Al. Gałuszka.
W 4-ym tomie swych poezji zamieścił p. J. Tuwim, dostawca „Qui pro Quo” i „Skamandra”, ostatnio protegowany głównie przez Tygodnik Ilustrowany wiersz p. t. „do Jenerałów” wprost bezprzykładny w swym zuchwalstwie bolszewickim (…)
Tego samego tematu dotyczył nieco późniejszy artykuł Adolfa Nowaczyńskiego, też opublikowany w „Myśli Narodowej”. Przytaczam go w całości, zaznaczając, że bardzo źle się zestarzał. Wielość rasistowskich wyrażeń, które miały być dowcipne, a są tylko obraźliwe, razi. Pisanie „żydy” zamiast „Żydzi” było pewnie ówczesną normą dla endecji – dziś nikt poważny by tak nie napisał. Mnie najbardziej zadziwiła pisownia nazwiska Wassercuga (ojca jednego ze Starszych Panów) – raz przez „c”, gdzie indziej przez „z”, a jeszcze dalej z małej litery.
NA WYSTĘPACH W DROHOBYCZU…
Trzech nie tyle wieszczów ile wieszczochów obecnej doby (ładne czaszy!) wybrało się do Wschodniej Galilei na koncerty. Dwóch qui pro quo kwiczołów i jeden Polak. Do Drohobycza dojechało dwóch. Wynajęto poetom-komiwojażerom Salę Sokoła (ładny Sokół z obrzezanymi pazurami!). Na Sali było 95% jewrejów. Kiedy na estradę wszedł trubadur Tuwim, licząc na skład chemiczny publiki i ciężkie powietrze w sali zaryzykował oddeklamowanie wiersza bolszewicko-rewolucyjnego: „Do jenerałów”. Ale się przeliczył. Co wolno bezkarnie w Warszawie, w Krakau, na to sobie nie można pozwalać na Kresach. Owacja zaczęła się na ostro. Precz! Precz! do Warszawy żydy! Za Zbrucz! I grad jabłek, rajskich jabłuszek z ziemi obiecanej, z Kanaan posypał się na nowoczesnego barda. Trzeba było rejterować, pakować manaty i wracać do lubej stolicy.
Obecnie żydy z „Astorii”, bronią p. Tuwima w ten sposób, że wiersz ten jest napisany w r. 1917 o jenerałach… pruskich. Wolne witze. „Widz”! Burłaki i Majakowcy! Po co go teraz wyciągacie i deklamujecie na estradzie, gdy Szeptycki nastał? I dlaczego pienicie się, gdy na wiersz ten odpowiedział świetnie J. A. Gałuszka? Dlaczego odezwały się nożyce sekatory obrzezańcze w mykwie Rosnera i w mykwie Thona? Oto jak się zaperzył i zapienił zaraz Josel Wassercug:
„Prawdziwym curiosum niezwykłego nawet przy dzisiejszej barbarii prostactwa jest wierszyk Józefa Al. Gałuszki w nr. 45 »Myśli Narodowej« stanowiący rzekomo odpowiedź na wiersz Juliana Tuwima »Do generałów«, umieszczony w ostatnim zbiorze utworów tego poety. P .Gałuszka z całą swobodą i cynizmem usiłuje wmówić w czytelników, że Tuwim w swoim wierszu znieważa polskich generałów, podczas gdy w istocie cały utwór zawiera przeciwstawienie zawodu poetyckiego, zawodu »wolnego poety«, zawodowi żołnierskiemu w służbie krwi i śmierci, przy czym w wierszu nie jest ani razu i nawet ubocznie zahaczony w jakiejkolwiek formie moment narodowy”.
W n-rze 276 krakowskiego „Nowego Dziennika” inny Josel (Em Ka) już nie Wasserzug pisał:
„Kto zacz p. Gałuszka?
Jestem w wielkim kłopocie, by na to pytanie odpowiedzieć. Jest to wierszorób, który tu i ówdzie w »Myśli Narodowej« składa wypociny swej fantazji. A fantazja to wcale nie obrazoburcza, owszem wcale tuzinkowa, przy tym jednak bardzo wrażliwa na mikroby zoologicznego nacjonalizmu. Ale cóż p. Gałuszka ma wspólnego z Julianem Tuwimem, młodym jeszcze, ale już bardzo znanym panem na kilku wspaniałych włościach – poezjach. Otóż w czwartym zbiorze swych poezji umieścił Tuwim wspaniały błyszczący w słońcu cudownie rzeźbionego słowa wiersz: »Do Generałów«, jest to wyzwanie, rzucone wszystkim generałom wszystkich narodów, przeciwstawiające tymże mocarzom szabli piorunową moc poezji. P. Gałuszka kazał postawić parę stolików jeden na drugim, wspiął się na nie ze sprytem akrobaty i cienkim dyszkancikiem woła ze wszystkich sił: Tuwim obraził naszych generałów.
Niech żaba nogi nie podstawia, gdy się konie kuje. Nic to p. Gałuszce nie pomoże. Zostanie przecież tylko – Gałuszką”.
„Piorunowa moc poezji” kabaretowych i spelunkowych skorpionów? Co pan wiplatasz panie Jojne? Z jakiej przyczyny pan się ciśniesz na Gałuszkę? Dlaczego paskudnych słów: „żaba”, „wierszorób” używasz? I pan tracisz pamięć panie wassercugu z „Nowego Dziennika”. Pan weź do ręki swój „Nowy Dziennik” z 28.12 1921 r. i pan przeczytaj olbrzymi felieton pani Fromowicz-Stillerowej i drugi artykuł pan weź z 20.1 1921 r. I pan nie zapominaj, że na niemiecki język tłumaczył ślicznie Gałuszki poezję wasz Józef Kalner. A jak to pięknie w „Litterarisches Echo” pisał z Krakowa (10 Nov. 1922) p. Herman Sternbach o Gałuszce! Był „wielki” i wchodzi już „wielki” do literatury, dopóki z wami nie zadarł! Już byliście gotowi na nim zarabiać, handlować, reklamować, maklerować, paskować, rajfurzyć.
Ale z wami zadarł, raz i drugi. Napisał o nim entuzjastycznie Bergel, Kleiner, Kallenbach, Bartoszewicz, Kołaczkowski, Szyjkowski, Waśkowski wreszcie Dębicki i Pieńkowski!… Więc przyszła klątwa i cherem.
I teraz w tym samym „Dzienniku Nowym” jest już „żaba” i wierszorób”. A katolickie Skamandruszki warszawskie, karmione z ręki przez plutokradów stolicy, adorowane przez chałatowców i chałacińskie powtarzają potem za żydłakami jak papugi: wierszorób.
Nie napisał dla Quiproqua na Witosa, w „Skamandrzu” o Piłsudskim, nie spija się w Astorii i Pretorii z adiudantami Marszelika, nie pluje na Polskę, nie asystuje paskarzycom po lożach, nie bywa na fajnych fajfach u sir Bcylina w Alejach, nie poszedł na utrzymanie Shylocracy i Ignisa, ergo jest „wierszorób”, „żaba”.
Oj ucztujące Kameleony! Kameleony! Oj rechocące na bajorach żydowskiego Ghetta: żaby! Doczekacie wy się wielkiego Drohobycza! Doczekacie jeszcze!
(a. n.)
Złowieszczo brzmi zakończenie artykułu, choć to znaczenie dopisała do niego dopiero historia. Zobaczmy jednak, jak ów wieczór literacki został opisany przez Słonimskiego w Wiadomościach Literackich z 1929 r. w rubryce „Kronika Tygodniowa”. Porównując ten tekst z poprzednim — w końcu relacjonują to samo wydarzenie — stwierdzam, że złośliwość Słonimskiego jest zdecydowanie wyższych lotów od złośliwości Nowaczyńskiego:
(…) Po wieczorze autorskim we Lwowie impresario zaprosił Tuwima i mnie na wieczór poezji do pobliskiego Drohobycza. Aranżer miejscowy, niejaki p. Parnas (który zgodnie ze swym nazwiskiem pragnął żyć z poetów), zawiadomił nas o panującym wśród ludności wzburzeniu. Nie wiadomo o co chodzi, ale wiadomo, że ma być burda na naszym wieczorze. Chłopak od podnoszenia kurtyny przed rozpoczęciem wieczoru poinformował nas, że na Sali znajduje się bojówka przybyła specjalnie z Borysławia:
– Ta oni już są na Sali. Ta oni będą bić. Ta oni jednego footballistę postrzelili. Ta z nimi nie ma żartów.
Istotnie przez dziurkę w kurtynie można się było przyjrzeć kilkudziesięciu drabom w długich butach z długimi kijami i krótkim rozumem. Impresario p. Parnas podkreślał drobny, acz nieprzyjemny fakt, iż drzwi wejściowe zza kulis zostały przez tajemniczych sprawców zamknięte od zewnątrz. Zostaliśmy sami z milczącym i lakonicznym chłopcem od kurtyny.
– Może by zacząć? – pytam jedynego naszego obrońcę.
– Ta niech panowie zaczynają, im prędzej się skończy, tym lepiej dla panów.
Po tym niezbyt zachęcającym oświadczeniu wyszedłem na scenę. Na sali było pełno. Atmosfera przesycona elektrycznością i zapachem onuczek. O dziwo przyjęty zostałem huraganowym brawem. Odczytałem parę wierszy o wiośnie czy o miłości – dziś tego dokładnie nie pamiętam. Nagrodzony oklaskami, schodzę i mówię do Tuwima: „Bujda! Nie będzie żadnych awantur, wal śmiało”. Tuwim wchodzi na scenę i niemal w tej samej chwili jest już z powrotem. Gwizd, ryk, kamienie, zgniłe jaja i jabłka walą w dekorację przedstawiającą tzw. „wolną okolicę”. „Za polskich generałów! Precz! Do Rosji w zaplombowanym wagonie! Za Zbrucz!”. Była to manifestacja wyłącznie przeciwko Tuwimowi. Ja – nie wiem, czy przez podobieństwo nazwiska do poety Słońskiego, czy przez „ski” na końcu, czy też po prostu dla kontrastu – potraktowany zostałem życzliwe. Okrzyk „Za polskich generałów” wyjaśnił nam powód burdy. Tuwim napisał kiedyś wiersz „O generałach”. W wierszu tym bardzo słusznie szydził z buty i butów generalskich, przeciwstawiając im poetów. O tym wierszu napisał Nowaczyński nie bez złej woli, że Tuwim obraża polskich wojskowych. Mój Boże, jak to się szybko zmienia… Nowaczyński broniący generałów przed napaściami Tuwima! Otóż ludność Drohobycza poczuła konieczność bronienia generałów, biednych bezbronnych niewiniątek, które skrzywdzono niesłusznie. Głupcy! Nie wiedzieli, że generałowie i bez nich świetnie dadzą sobie radę. Dziś Tuwim z generałami na Zamku popija szampana, a ciemne dryblasy z Drohobycza myślą, że Tuwim rządzi Rosją albo jęczy w więzieniu.
Po tym deszczu jabłek i kamieni spróbowałem wyjść i uspokoić wzburzone audytorium. Sala uciszyła się. Wytłumaczyłem, że to co napisał Nowaczyński – to kłamstwo, i dodałem, że Nowaczyński nazywa się Neuwert i sam jest Żydem. Ten argument wyraźnie poskutkował. Kiedy już bliski zwycięstwa spytałem, czy pozwolą wyjść Tuwimowi odczytać swe wiersze, zaszedł fakt niespodziewany. Gdyby mi odpowiedziano, mógłbym dalej dyskutować, niestety, odpowiedziano mi – ale śpiewem. Tłum manifestantów zaczął ryczeć „Rotę”. Na to nie było już odpowiedzi. Mogłem tyko klęknąć i odśpiewać „Bogurodzicę”, aby przelicytować „patriotyczną” publiczność. Wytłumaczyć drabom z Drohobycza, że śpiewanie „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” nie jest odpowiednim w stosunku do Tuwima przedstawianiem sprawy – wydało mi się zadaniem zbyt trudnym.
W końcu, dzięki pomocy sprawnej policji, udało się nam opuścić salę i Drohobycz i uniknąć bardzo prawdopodobnego pobicia. (…)
* * *
Na koniec ciekawostka: Jeśli chodzi o wspomniane spotkanie w Drohobyczu, to brał w nim udział sam Bruno Schulz (!). Wspomniał o tym dekadę później w liście do Tuwima z zupełnie innej okazji…

